fbpx
Szczepienia

Używka, eliksir młodości, a może – szczepionka?

Fot. Chokniti Khongchum, pexels.com

Nowość, zmiana – to coś, czego boimy się wszyscy. Przypomnijmy sobie strach, który pojawił się z początkiem pandemii. Cały świat nagle zamarł, niepewny tego, co się wydarzy jutro, za godzinę. Czy przetrwamy? – to było pytanie, które pojawiało się na marginesie niezwykle trudnej codzienności. W tle bowiem szalał nieobliczalny i nierozpoznany wirus, który jednym odbierał smak i węch, a innym – bliskich. 

Dziś jest już trochę lepiej. Statystyki śmierci z powodu COVID-19 nie biją nam zewsząd po oczach, restauracje i teatry otwarte, więc właściwie wszystko wraca powoli do normy sprzed pandemii. Czy to dlatego, że wirus się wycofał? Postanowił nas jednak oszczędzić? Nie. To zasługa szczepień i tego, że połowa populacji zdecydowała się posłuchać specjalistów od medycyny. Zdaje się, że w słownej walce o sens szczepień właśnie ten argument najtrudniej podważyć. Za jego słusznością stoją również fakty historyczne – zarazy, które cywilizacja pokonała wynalazkiem, lekiem dla wszystkich, najpierw spowalniającym, a potem zatrzymującym chorobę. Ospa zabiła setki milionów ludzkich istnień. Dopiero szczepionka wyeliminowała problem, choć musiały minąć setki lat. 

Podobnie było z polio – chorobą Heinego-Medina, która w minionym stuleciu zdeformowała ciała setek tysięcy dzieci, wiele z nich uśmiercając lub skazując na niewyobrażalne cierpienia. A warto przypomnieć, że istniejące w czasach pojawienia się antidotum na Poliomyelitis ruchy antyszczepionkowe znacznie opóźniły proces wychodzenia populacji z tej straszliwej dla dzieci choroby. Nie pomogła nawet promocja szczepień, wspierana w mediach przez samego Elvisa Presleya. Trzeba było połowy wieku, by ludzkość uznała, że warto zaufać specjalistom. W tym czasie choroba zbierała żniwo, wielu rodzinom odbierając bliskich i nadzieję.

Sensacje i obawy

Nie wyciągamy wniosków z historii. Wielu z nas łatwo ulega pokusom zbliżenia się do świata sensacji, w którym samozwańczy „specjaliści” żółtymi literami opisują światu wyssane z palca historie na temat szczepień. Naoglądaliśmy się tyle fantastycznych fabuł, że nawet jeśli trudno nam w nie wierzyć, to i tak, przez otaczającą nas histerię, rozważamy prawdopodobieństwo przejęcia kontroli nad światem przez koncerny farmaceutyczne, na czele których stoi Bill Gates, czipujący cywilizację. Choć brzmi to jak streszczenie kreskówki… 

Nawet jeśli nie należymy do grupy antyszczepionkowców, ulegamy strachowi, słuchając opowieści o tym, że taka szczepionka to technologiczna niewiadoma, eksperyment – „wszak badania laboratoryjne trwały tylko rok”, „nikt nie zna długofalowych skutków”, „szczepionki na inne choroby powstawały latami” itd. Gdyby ktoś chciał posłuchać ekspertów ze świata nauki, odpowiedzi na takie wątpliwości też się znajdą. Po pierwsze żyjemy w XXI wieku, w czasach na tyle rozwiniętej i prężnie działającej medycyny, że nie musimy czekać stu lat na opracowanie szczepionki (całe szczęście). Także skutki szczepienia jesteśmy w stanie znacznie lepiej przewidywać niż kiedyś. 

Zastanawiające jest też, że wielu z nas bardzo boi się aplikacji małego, skutecznego leku, a z łatwością przyjmuje (nawet każdego dnia) różne substancje o oficjalnie stwierdzonej szkodliwości dla zdrowia czy życia. Papierosy, alkohol, środki psychoaktywne – to pierwsze z brzegu przykłady tego, po co z łatwością i bez obaw o siebie sięga wielu z nas. Dlaczego nie powstają specjalne ruchy antyużywkowe? Dlaczego nie myślimy o tym, że nikotynowe koncerny zawładnęły ludzkością, choć tego faktu nie trzeba nikomu potwierdzać?

Antyszczepionkowcy jeszcze bardziej dzielą i tak podzieloną już Polskę. Uważają, że walczą przeciw segregacji i stoją na straży wolności. Ich sojusznikiem jest Internet, w którym każdy może być medium i pouczać innych. A w sieci już tak jest, że im bardziej kontrowersyjne treści dane medium wytwarza, tym większe ma zasięgi odbiorców. Bo lubimy sensację, bo lubimy dreszczyk emocji, lubimy obnażać „prawdę”, demaskować rzeczywistość. Tylko czy warto to robić, ryzykując życiem bliskich? 

Skupmy się na faktach

A gdybyśmy spróbowali przyjąć do wiadomości prostą prawdę, że ludzkość nie wymyśliła jak dotąd nic bardziej skutecznego do walki z wirusem niż szczepionka? Jeśli chcemy to podważać (co jednak będzie trudne, jeśli oprzemy się na faktach), poświęćmy się nauce i głośmy prawdę z pozycji wykształconych ekspertów wirusologii, a nie anonimowych pseudospecjalistów, bardziej kreujących rzeczywistość, niż do niej się odnoszących. 

Warto zgłębiać historię. Pełna jest opowieści o kontestatorach medycyny, którzy podważając naukę, jednocześnie sprzedawali eliksiry na wieczną młodość i za sprawą łatwowiernej gawiedzi budowali swoją rolę społecznych liderów. Czy ktoś z nich przeszedł do historii w glorii chwały wynalazcy, bohatera, człowieka, który kogoś ocalił? 

Mamy na tyle wolności, by samodzielnie zdecydować, czy wybierzemy społeczną odpowiedzialność, czy podążymy za kolejnym „adin, dwa, tri”, które całkiem niedawno, magnetycznym głosem Anatolija Kaszpirowskiego, prowadziło ludzkość do wyzwolenia. Dziś wiemy, że była to jawna manipulacja, ale zanim większość z nas to zrozumiała, uzdrowiciel zdążył zbudować imperium na ludzkiej naiwności.