fbpx
Czas wolny

Wygrane chwile – 10+ gier na zimę i nie tylko

gry planszowe

Jest taka ilustracja Joasi Rusinek, która przedstawia moje wyobrażenie wieczoru idealnego. Jest na niej wielopokoleniowa rodzina, być może są i przyjaciele, jest pies, są koty i rośliny, a przed chwilą była także świąteczna uczta. W tle ogromny regał z książkami i równie wielkie okno na świat. Każdy zdaje się robić to, na co ma ochotę i co w danym momencie sprawia mu przyjemność. Całej scenie „przygląda się” choinka. A w centrum tego zamieszania – ona… Gra planszowa!

Kilka lat temu światem zawładnęła moda na planszówki. Zauważyłam to w naszym towarzystwie; dało się to też spostrzec „na mieście”, gdy wiele kawiarni wzbogaciło się o kąciki zabaw dla dorosłych, czyli (wait for it!) półki z grami planszowymi i karcianymi. Powstały nawet specjalne lokale dla pasjonatów, gdzie gra ląduje na stole jeszcze przed kawą czy piwem. Rola, jaką gry dla dzieci odgrywają w naszym rodzinnym życiu, jest połączeniem tego intensywnego trendu z sentymentem. Analogowe gry występują przecież w naszych najwcześniejszych wspomnieniach z dzieciństwa. Kto jako dzieciak nie grał w Piotrusia czy w skoczki? Planszówka zawsze była zabawą spajającą pokolenia. Bardzo mnie cieszy, że dziś, gdy Matylda wybiera sobie zestaw Lego, ma zdecydowanie większą zagwozdkę niż niegdyś moja w Pewexie: straż pożarna, rajdówka czy nic? Jednak jeszcze bardziej radują mnie sklepowe regały uginające się od setek kolorowych i ciekawych gier.

Już z malutką córką, komunikującą się kilkoma słowami i to w sobie tylko znanym języku, grywaliśmy w memorki i w lotto. Do tych klasyków wracamy zresztą nadal z tą samą, ale już niemal szkolną pannicą. Później przyszedł czas na różne wariacje na temat domino i bierek. Dosłownie w chwili, gdy piszę ten artykuł, za ścianą Matylda pokonuje dziadków w Węże i drabiny i inne legendarne wręcz planszówki polegające na wyścigu do mety. Powoli nasze wieczory zaczynają wypełniać rozgrywki w „dorosłe” Monopoly, Rummikub, a lada moment pewnie wprowadzimy Scrabble. Za każdym razem, gdy planujemy kilkugodzinny turniej, w stosie wybranych gier obecne są Jenga i Dobble. Nasza wersja, w której klocki są podłużnymi warzywami – marchewką, bakłażanem, porem itp. (producent: Hape), kiedyś pełniła dodatkową funkcję edukacyjną, a dziś pozwala nam urozmaicać zasady. Natomiast Dobble (producent: AsmOdee; opisana już w naszym portalu przez Jolantę Bluj) oprócz doskonałej zabawy gwarantuje… zwycięstwo dziecka! To gra, w którą nigdy nie musimy dawać Matyldzie forów, za to ulga od niej bardzo przydałaby się nam. Ze spostrzegawczością i refleksem młodego umysłu nie mamy bowiem żadnych szans!

Jakie jeszcze gry trafiają na środek stołu lub podłogi podczas naszych rodzinnych wieczorów idealnych? Poznajcie 10 z nich:

1. Magiczny Kociołek

Producent: Tactic

To pokazywane kalambury w klimacie magicznym. Wstęp do instrukcji awansuje nas na wykwalifikowane czarownice i czarowników. To tylko klimatyczny, bajkowy drobiazg, ale naszym rodzinnym rozgrywkom już przy pierwszym zetknięciu nadało to charakterystyczny ton, który przekształcił się w fajny zwyczaj – wypowiadania specjalnych zaklęć na każdym etapie gry. Każdy z nas ma swoje, mocno wierząc w ich moc. Najpierw z pomocą czarów odgadujemy, jakie zwierzę z dwóch widocznych na rewersie karty znajduje się na jej awersie. Sukces tego ruchu pozwala wylosować z wielkiego kartonowego kotła żeton z obrazkowym hasłem (zwierzakiem, rzeczą, czynnością, zawodem itd.). Czas na najważniejsze: gracz, jak wytrawny aktor, pokazuje wylosowane hasło, a pozostali gracze zgadują, w kogo lub w co się wciela. Kto pierwszy trafi, ten zdobywa żeton. Bardzo podoba mi się pomysł na konstrukcję tekturowego kotła. Podpowiem jednak, że na próbę, szczególnie dla malutkich dzieci, uproszczoną wersję tej gry można stworzyć również samodzielnie: garnek, kilka prostych rysunków na karteczkach, dwa patyki i czary-mary: gramy w czarodziejski mini kociołek na biwaku!

2. Nie śmiej się

Producent: Alexander

Ukochany przez Matyldę wariant tej gry, również oparty jest na kalamburach. Ruchy naszego pionka zależą od tego, czy damy się rozśmieszyć przeciwnikowi sposobem, w jaki odgrywa on wylosowaną rolę. Warto zaznaczyć, że w “Nie śmiej się” przydaje się więcej śmiałości i kreatywności niż w zwykłych kalamburach, bo jedno to być aktorem, a co innego – aktorem komediowym! Nie zniechęcajcie się jednak, bo najtrudniejsze role okazują się najbardziej rozbrajające dla otoczenia. A przegrywa największy śmieszek. Czyli ja… Nierzadko dochodzi tu też do rodzinnego remisu – powodowani czułością wobec współgraczy, uśmiechy rozdajemy nieświadomie. Poza tym przecież za oficjalnym celem zabawy kryje się prawdziwy i znacznie ważniejszy: uśmiać się, naśmiać i wyśmiać do bólu mięśni brzucha, produkując endorfiny na całą zimę.

3. Hungry Monsters

Producent: Tactic

W tej planszówce zapełniamy paszcze potworów-głodomorów, na szczęście tekturowych, odpowiednią porcją jedzenia. Zwycięża pierwsza osoba, która zdobędzie na ten cel 15 smacznych żetonów. Owoce, słodycze i przekąski zdobywamy lub tracimy, lądując na różnych kategoriach pól na planszy. Choć zasady są bardzo proste, to cały czas dzieje się coś ciekawego i kolejka każdego gracza wymaga skupienia i nieraz zaangażowania pozostałych. Jest kolorowo, dynamicznie i wesoło. Przed pierwszą rozgrywką jest sporo dodatkowej zabawy z zaprojektowaniem własnego potwora przy pomocy wielu dostępnych w pudełku naklejek. No a kto nie kocha naklejek!

4. Twardy orzech do zgryzienia

Autor: Néstor Romeral Andrés

Ilustrator: Tomek Larek

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Każdego grudnia domy i przedszkola odwiedzają różne magiczne postacie. Dzięki ich hojności nasza kolekcja gier zawsze znacznie się powiększa. W tym roku Święty Mikołaj zasilił ją bardzo zmyślną, ale i piękną grą. W “Twardym orzechu do zgryzienia” gromadzimy jak najwięcej żetonów – orzechów. W tym celu w przemyślany sposób przemieszczamy po planszy nasz pionek – wiewiórkę. W swojej strategii warto mieć zaplanowane nawet kilka ruchów w przód, choć oczywiście przeciwnicy mogą nam te plany… schrupać. Oprócz orzechowej fety cieszy uczta dla oczu. Drobne elementy wysypujemy nie z foliowego, lecz płóciennego woreczka. Przed rozgrywką lubimy wpatrywać się w wielkie drzewo, jakby wyrastające z planszy, liczyć mrówki i okruszki po pikniku, a w trakcie gry – naśladować umieszczoną w samym centrum planszy, zakłopotaną wiewiórkę. Plansza jest dwustronna, bo są dwa warianty gry – dla dwóch graczy lub dla trzech do czterech. Rozgrywka trwa od kilkunastu minut do pół godziny, więc przy kilku graczach i równych szansach na rewanż – wieczór zaplanowany!

5. Krówka w kuchni (z serii „Zagrajmy, mamo”)

Autorka: Anja Wrende

Ilustratorki: Krystyna Michałowska, Anja Wrende

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Krówka to ostatnio zdecydowana faworytka Matyldy. Wykorzystuje się w niej stosowaną od zarania dziejów w przedszkolach metodę wyklaskiwania sylab poszczególnych słów. W przeciwieństwie do rysowania szlaczków, hałasowanie na ogół sprawia dzieciom radość. Z „Krówką w kuchni” jest ono nieszkodliwe, a nawet przyjemne również dla rodziców: sylaby wystukuje się tu drewnianą łyżką na mini planszy-garnku. Zasady łapie się w mig. Przyrządzamy posiłki: jeden gracz wystukuje łyżką sylaby składników potrzebnych do gotowania, pozostali starają się jak najszybciej odnaleźć płytkę z wybrzmiałymi składnikami. Najszybszy kucharz zdobywa punkt. Pod ręką mamy ściągę, która wbrew pozorom przydaje się nie tylko najmłodszym graczom, bo w ferworze walki, nietrudno się zagapić. Wspólne gotowanie to wielka radość, a ta gra świetnie tego dowodzi.

6. Kopciuszek

Autor: Meelis Looveer

Ilustrator: Maciej Szymanowicz

Wydawnictwo: Granna

Memory to gra obecna chyba w każdym domu. Wersji nie zliczysz! My mamy różne, ze zwierzakami, a także ze śląskimi słówkami od Gryfnie. Marzą nam się jeszcze inspirowane sztuką karty z dźwiękiem od Pomelody. Póki co świetnie bawimy się przy opartym na memo „Kopciuszku”. Jest to nadzwyczajnie zilustrowana przez Macieja Szymanowicza gra kooperacyjna. Tym razem nie konkurujemy ze sobą, ścigamy się wyłącznie z czasem. Wspólnie pomagamy Kopciuszkowi znaleźć wszystko, co będzie mu niezbędne na balu. Rzeczy możemy jednak zdobywać wyłącznie parami. O sposobie, w jaki staramy się te pary namierzyć, dzieląc się zapamiętanymi informacjami, decyduje wynik rzutu kostką. Wygrywamy, gdy wszystkie przedmioty i postacie udaje się znaleźć, zanim zegar wybije północ. W przyswojeniu zasad pomaga nam przejście przez trzy rozwojowe warianty gry. Gdy zasady ostatniego zostają opanowane, rozgrywki są naprawdę pasjonujące, a konieczność współpracy jest znakomitą odmianą w świecie zdominowanym przez rywalizację.

7. Na łące

Autor: Michał Gołębiowski

Ilustratorka: Nikola Kucharska

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Skoro padło już słowo o najlepszych na świecie ilustratorach, nie sposób nie wymienić jednej z mini-gier karcianych narysowanych przez Nikolę Kucharską. Ta tytanka pracy i mistrzyni szczegółu zarówno w swych książkach, jak i w ilustrowanych przez siebie grach tworzy świat absolutnie wyjątkowy. Na łące zachwyca dopracowaniem od samego pudełka. Czy tylko ja zaczynam zabawę już tutaj, lokalizując pewnego zaskakującego gościa? Podczas gry zdobywamy karty z różnymi obrazkami, za które na koniec otrzymamy punkty. Znów pojawiają się elementy memory, ale pamięć jest tu zdecydowanie bardziej eksploatowana. Czytelna instrukcja z grafem pomaga sprawnie opanować zasady, które wciągają tak, że nigdy nie zdarza nam się poprzestać na jednym pojedynku. 

8. Morskie głębiny

Ilustratorka: Katarzyna Urbaniak

Wydawnictwo: Zielona Sowa

Zanurzenie się w morskie głębiny to wspaniałe przeżycie. Nieco mniej spektakularnie, ale uruchamiając wyobraźnię, też cudownie można spędzić czas w świecie zmalowanym przez Katarzynę Urbaniak. Głównym składnikiem gry „Morskie głębiny” są cztery niewielkie plansze i stos kart, z których spoglądają na nas urocze morskie zwierzaki. Te skromne zasoby pozwalają na rozgrywanie aż trzech wariantów gry. Trenują one nas na mistrzów spostrzegawczości, pamięci i refleksu. Wszystkie opcje są jednakowo fajne, więc na ogół żonglujemy nimi przez cały wieczór. Taka rozmaitość w zgrabnym pudełku aż prosi się, by zabierać ją w podróże! Sami zaprzyjaźniliśmy się z tą mini grą właśnie na krótkich wakacjach.

9. Kim jestem?

Producent: Kukuryku

Wersji i wariantów „Kim jestem?” („Who am I?”) i „Zgadnij, kto” („Guess who”) też jest mnóstwo i, jak w przypadku memory, można natknąć się na prawdziwe graficzne perełki. Od kilku lat głośno jest na przykład o rewelacyjnym pomyśle Zuzi Kozerskiej i wykonaniu przez Darię Gołąb gry „Who’s she?”, portretującej sławne artystki, sportsmenki, naukowczynie itd. Najprostszą wersję, od której tutaj wychodzę, tak jak „Kociołek”, można wykonać samodzielnie (potrzebne byłyby papier, nożyczki, kredki i chęci). Chodzi o to, że gracze starają się odgadnąć, kim są – czyli co przedstawia karta zatknięta w ich opaskę. Zadają pytania, na które odpowiedź może brzmieć tylko „tak” lub „nie”. Czy jestem zwierzęciem? Tak. Czy jestem duży? Nie. Czy jestem owadem? Nie. I tak do rozwikłania zagadki lub przesypania się piasku w klepsydrze (jeśli decydujemy się grać na czas, co oczywiście nie jest obowiązkowe). Najmłodszym członkom rodziny możemy udzielać dodatkowych wskazówek. Zresztą w oparciu o główną regułę możemy dowolnie modyfikować i rozszerzać nasze zasady tej zabawy. My mamy swoją odwrotną wersję „samochodową”, w której wymyślamy sobie, kim lub czym jesteśmy, a pozostali gracze muszą do tego dojść, zadając nam pytania.

10. Story Cubes

Autor: Rory O’Connor

Poducent: Rebel

„Story Cubes” to pochwała zasady „mniej znaczy więcej”. Kilka kostek z obrazkami – tylko tyle i aż tyle. Po rzucie wszystkimi kostkami, wypada nam pewna konfiguracja rysunków. Opowiadamy więc historię, która zawiera lub subtelnie przemyca każdą ze scen widocznych na kostkach. Nie ma przegranych, nie ma wygranych. Wygrywa jedynie fantazja! Choć są tacy, którym ta zabawa będzie przychodziła z łatwością, i tacy, którzy trochę się tu zmęczą, to i tak wszyscy powinni od czasu do czasu spróbować. Bo bez wątpienia jest wiele historii, które chcą, byśmy je opowiedzieli, jak umiemy. „Bo coś w szaleństwach jest młodości / wśród lotu wichru, skrzydeł szumu / co jest mądrzejsze od mądrości / i rozumniejsze od rozumu!”.

Warto grać z dziećmi w planszówki, gry karciane, a nawet najprostsze gry słowne, wymyślane przez nas samych i nasze dzieci podczas kąpieli w wannie, długich podróży lub przesiadywania w poczekalni poradni lekarskiej. Daleko nam do genialnych twórców gier, talentów takich jak nasz znajomy Kamil Langie, autor m.in. Micro City i Doliny Alchemików, ale zainspirowani grami, które już znamy, bez przerwy tworzymy sobie ich terenowe, uproszczone odmiany. Gry warto testować, bo każdy lubi co innego i jest dobry w czym innym. I warto nieść wieść dalej, bo dzięki naszej poradzie ktoś może bardzo miło spędzić czas z dziećmi. Cóż cenniejszego? Planszówka to wygrane chwile, zawsze dobry wybór i chyba prezent numer dwa, zaraz po książce. Ale to już historia innego idealnego wieczoru.

Magdalena Ohl

Magdalena Ohl

Po pierwsze czytelniczka. Po drugie nałogowa czytelniczka wszystkiego. Po trzecie pasjonatka literatury dziecięcej. Ex-właścicielka kawiarnio-restauracji w Krakowie, do której zapraszała i w której prowadziła warsztaty literacko-plastyczne dla dzieci. Miłośniczka wolności. Kocha też sztukę. Troszczy się o zwierzęta. Lubi robić prezenty. Mama Matyldy i mopsa Rudiego. Na co dzień ukryta w domku w lesie.