fbpx
Czas wolny

Jak przygotować się do pierwszego dnia w szkole?

Fot. Tima Miroshnichenko, pexels.com

Jak przygotować się do pierwszego dnia w szkole? W tym roku to wielka niewiadoma. Zastanówmy się, jednak zarówno nad przygotowaniem psychicznym, organizacyjnym, jak i odpowiednim wyposażeniem.

Od jakiegoś czasu krąży w sieci zabawny mem – „pytanie do Ministra Edukacji: kupować dziecku ubrania na nowy roku szkolny czy piżama wystarczy?” No właśnie, porozmawiajmy o tym, jak przygotować się na nadchodzący nowy rok szkolny.

Poprzedni był wielkim wyzwaniem dla wszystkich: dzieci, nauczycieli i rodziców. Nie obyło się bez większych i mniejszych wpadek, a żniwo izolacji i nauki zdalnej będziemy zbierać długi czas. Bazując na doświadczeniach sprzed wakacji, możemy wypracować całkiem sprawny system na kolejny rok. 

Poniżej kilka rad:

1. Sprawmy dziecku dobrej jakości sprzęt z słuchawkami.

2. Kontrolujmy dziecko, czy faktycznie jest na lekcjach.

Obowiązkiem ustawowym rodzica jest dopilnowanie, by dziecko spełniało obowiązek szkolny do 18. roku życia. Tak więc ufaj i sprawdzaj. Jak? Jeśli dziecko korzysta z platformy Teams, można sprawdzić korespondencję nauczyciel–uczeń (czat), jeśli szkoła posiada dziennik elektroniczny – pytaj nauczyciela, sprawdzaj informacje od niego. Nie czekaj na półrocze. Nie unikaj kontaktów indywidualnych i klasowych. Jeśli uczeń w ciągu miesiąca ma godziny nieusprawiedliwionej nieobecności, rzutują one na ocenę z zachowania, a jeśli jest ich w miesiącu powyżej 50% z danego przedmiotu, to jest nawet problem z klasyfikacją. Jeżeli jesteś w domu, zerknij, czy przypadkiem syn nie gra równocześnie w gry, które są dużo bardziej ekscytujące niż lekcje.

W minionym roku zdarzało się bardzo często, że dzieci „ginęły” z systemu. Teoretycznie były w pokoju, przy komputerze, ale nie było ich na lekcjach. Przez to później musiały przystępować do egzaminów klasyfikacyjnych.

3. Uczmy kultury lekcji zdalnych

No cóż, było ciężko. Dzieci wyłączały sobie mikrofony, umawiały się na to, by nie odzywać się na lekcji, nie włączały kamerek, wyłączały kolegów z lekcji. Uczestniczyły w lekcjach w piżamach, leżąc w łóżkach! Zajadały frytki, kotlety. Może brzmi zabawnie, ale czy nasze dziecko w taki sposób czegoś się nauczy? A przecież o to chodzi: o naukę, właściwe zachowanie, uwagę i szacunek do siebie, kolegów i nauczyciela. Porozmawiajmy o tym z naszym dzieckiem. Pamiętajmy, że wszystkim zaangażowanym w nauczanie, a więc dzieciom, nauczycielom i rodzicom jest ciężko. 

Dla wszystkich stron sytuacja była niekomfortowa i nienormalna, więc szanujmy się, uczmy tego nasze dzieci i… życzmy sobie, by nauka była stacjonarna. 🙂

4. Zadbajmy o higienę pracy i nauczania w trybie online i offline.

Bardzo dużo mówimy o work-life balance, o tym, żeby pracując zdalnie, dbać o czas wolny i wyraźnie rozdzielać pracę od życia domowego. A jak często pamiętamy o tym, żeby dziecko obowiązywały te same zasady?

  • Po zakończonych lekcjach, tak jak po pracy, zamykamy komputer – czas na odpoczynek. I tutaj nie można iść na ustępstwa. Dzieci bardzo szybko uzależniają się od gier – ustalmy czas na rozrywki przed monitorem.
  • Zorganizujmy dziecku czas w ruchu: plac zabaw, rowery, zakupy, trening, piłka nożna, ręczna, pływanie, bieganie, realni koledzy, lodowisko, sanki, cokolwiek, byle nie telewizja i komputer. Zapraszajmy do domu (pod naszą opiekę) kolegów z klasy na wspólne gotowanie, planszówki – to ważne, by relacje rówieśnicze, które są bardzo ważne dla człowieka, były rozwijane bez telefonu komórkowego w ręce! To wymaga naszej uwagi i czasu, ale trudno! Przecież kochamy nasze dziecko najbardziej na świecie, więc poświęćmy mu trochę czasu. Po nauczaniu zdalnym 80% naszych uczniów wróciło do szkoły z nadwagą! Młodzież z klasy VII i VIII ze wstydem ćwiczyła na zajęciach wychowania fizycznego, ubierając koszulki oversize.

Uczestniczmy też choć w małej części w wykonywaniu i przesyłaniu zadań domowych nauczycielom. Zwróćmy uwagę, by nie odsyłać prac po godz. 20.

Zrozumienie wszystkich stron

Dzieci – przede wszystkim pamiętajmy o tym, że dzieci skupiają uwagę na krótki czas i nie są w stanie wysiedzieć przed biurkiem czy komputerem zbyt długo. Dlatego w szkole pierwszoklasiści część czasu lekcyjnego spędzają, ucząc się na dywanie: przekładają, liczą, dopasowują ilustracje do podpisów, głoskują, mają też przerwy śródlekcyjne. Praca przez 45 minut jest bardzo urozmaicona ze względu na kształtujące się  mięśnie i ich napięcie, rozrost szkieletu, umiejętność skupienia uwagi, potrzebę ruchu, rozwój wzroku. Nie denerwujemy się, że dziecko wierci się, rozprasza i szuka innych zajęć – taka jest natura… Zadbajmy natomiast, by stolik był odpowiedniej wysokości, by nie było przy nim „rozpraszaczy”, a dziecko miało przybory w zasięgu ręki. Dbajmy o przerwy w nauce domowej

Nauczycieli – dla nich to wciąż nowa sytuacja, a klasa licząca 20 osób jest nie do opanowania poleceniami przez komputer. Pamiętajmy, że nauczanie i wychowanie naszych dzieci to wspólna sprawa. Nie zarzucajmy ich zadaniami domowymi i pytaniami późnym wieczorem – każdy ma swój work-life balance.

Rodziców – i tu apel do nauczycieli. Rodzice też nie zawsze są w stanie siedzieć z dzieckiem na zajęciach, a często nie zauważają problemów… Dlatego jeśli coś niepokojącego się zdarza, kontaktujmy się z nimi. 

Kontakt

Po pierwsze bardzo ważne przesłanie: Nigdy, ale to nigdy nie podważajmy autorytetu nauczyciela przy dziecku. Jeśli mamy jakiekolwiek uwagi do nauczyciela, umówmy się z nim i przedstawmy swoje zdanie, poprośmy o wyjaśnienie sprawy. Nauczyciel jest człowiekiem, tak jak każdy z nas. Mimo przygotowywania się do lekcji, ukończenia studiów i praktyki może popełnić błąd. Ważne, aby potrafił skorygować go i przeprosić. Dajmy mu szansę. Nie podnośmy głosu, mówmy czy pytajmy konkretnie i rzeczowo. Poprośmy o konkretne wskazówki i nie unikajmy spotkań. Jeśli nasze dziecko skarży się na przezywanie, bicie – wyjaśnijmy wszystko w szkole z wychowawcą. Czasem okaże się, że nasz „aniołek” zainicjował bójkę. Słuchajmy uważnie tego, co mówi nauczyciel czy pedagog. Dajmy sobie powiedzieć, że i nasz maluch może mieć silne emocje, z którymi dopiero uczy się sobie radzić.

Na pierwszym spotkaniu z rodzicami zazwyczaj nauczyciel odczytuje zasady oceniania szkolnego i wymagania edukacyjne – czyli za co i jak oceniani są uczniowie. Nie unikajcie tego. Słuchajcie z uwagą, to ważne dla was i dzieci. Jak będą oceniane i czego od nich będzie się wymagało. Takie informacje, mimo że długie, powinny znaleźć się na stronie internetowej szkoły.

A co z najmłodszymi?

Szczególnie wiele obaw mogą mieć rodzice dzieci rozpoczynających naukę: czy dziecko znajdzie kolegów, czy będzie się dobrze uczyło, czy poradzi sobie samodzielnie z problemami szkolnymi, czy będzie lubiane, czy będzie miało problemy w szkole? Tak naprawdę wszystko okaże się za miesiąc, dwa. Jednak do tak ważnego wydarzenia trzeba się odpowiednio przygotować. 

Po pierwsze, warto przygotować dziecko mentalnie do pójścia do szkoły jak do czegoś długo oczekiwanego, nowego i poważniejszego niż zerówka. Mówić dziecku o nowym, większym budynku, zaprowadzić je w okolice szkoły, zapoznać i oswoić z myślą o nowych kolegach, uczulić na niebezpieczeństwa.

Po drugie, zakupy przyborów do szkoły. Tutaj chcę zwrócić uwagę na odpowiednie przybory- nie tylko piękne i kolorowe z fantastycznymi naklejkami. Niejednokrotnie obserwowałam, jak uczeń pierwszej klasy dumny ze swoich przyborów chwali się rówieśnikom, pokazuje i porównuje. Potem okazuje się, że nożyczki nie tną, lecz zaginają kartki, ołówek ciągle się łamie i nie można go zatemperować, kredki mają tak blade kolory, że aby wydobyć z nich właściwy odcień trzeba mocno naciskać kredkę, pióro chlapie i plami zeszyt, piórnik zacina się i nie można go otworzyć. Śliczne farbki ciągną się za pędzlem jak glut, albo są zbyt suche i trzeba je rozmiękczać. 

Kwestia tornistra to jeszcze inna sprawa. Są piękne, kolorowe i ciężkie, a gdy jeszcze włożymy tam podręczniki, zeszyty, strój do ćwiczeń i śniadanie, dziecko nie daje rady i zwykle to rodzic go dźwiga. Wydaje nam się może to zabawne, lecz dziecko jest bardzo sfrustrowane, czasem nawet płacze z bezsilności i złości. To bardzo przykry widok.

Kredki i ołówki

Proponuję wybrać dobrej jakości kredki dla dzieci przedszkolnych świetnie sprawdzą się   grubsze kredki i tu zdecydowanie mogę polecić zarówno Bambino, Easy, Clorino i jako tańszą opcję, ale też bardzo dobrą PEPCO Jumbo. Dla pierwszoklasistów warto wybrać kredki, które lekko i płynnie rysują. Dla mnie faworytem były kredki Astra, Inspiria, BIG, Herlitz, Faber Castell, Colorino. Mimo, że teraz zapłacimy nieco więcej, to do końca klasy pierwszej nie powinniśmy już niczego dokupować. Sami sprawdźmy, jak tną nożyce czy pisze ołówek.

Pamiętajmy również, że dziecko leworęczne powinno być wyposażone w nożyczki i linijkę dla dzieci piszących ręką lewą. Zwróćmy już teraz uwagę, czy nasz prawie pierwszak ma wykształcony właściwy chwyt pisarski – czyli czy po prostu dobrze trzyma kredkę, ołówek, pędzel. Jeśli są z tym problemy, można kupić nakładkę na ołówek, który niejako wymusi właściwe trzymanie przyboru, albo kupić dziecku kredki i ołówek grubsze, trójkątne.

Farby

Plakatowe: powinny mieć gęstą konsystencję, wyraziste kolory, malujemy nimi bez użycia wody lub z niewielką jej ilością. Sprawdzą się firmy Astra, nieco droższe Ses Creative, farby Ikea w buteleczkach. Akwarele, to farbki umieszczone w paletce, przy korzystaniu zawsze używamy wody. Świetnie sprawdzą się farbki Astra, Djeco, Bambino.

Śniadaniówka

Kupując śniadaniówkę, przemyślcie, czy nie jest zbyt duża oraz czy ma odpowiednie przegrody na kanapkę i owoce bądź warzywa.

Przybory do pisania

Nauka pisania w szkole zazwyczaj zaczyna się od ołówka – bardzo słusznie moim zdaniem. Zgoda nauczyciela na używanie innych przyborów to zazwyczaj przywilej dla uczniów dobrze sobie radzących z literkami. Moja córka zielone światło na porzucenie ołówka dostała w połowie pierwszej klasy i była z siebie bardzo dumna. Ten uroczysty moment można wykorzystać na wspólne wybranie nowego narzędzia pisarskiego – pióra wiecznego. 

Na co zwrócić uwagę wybierając pióro dla dziecka? Profilowany kształt, trójkątny w przekroju i/lub z wgłębieniami na palce. Sprzyja nauczeniu się prawidłowego chwytu – tak zwanego trójpalcowego/szczypcowego. Kciuk i palec wskazujący, jak szczypce trzymają pióro, palec środkowy je podpiera, a palce serdeczny i mały są podgięte. Ergonomiczne pióro nie zostawia małemu uczniowi wyboru, bo niejako wymusza taki chwyt. Pióra profilowane są wygodne i na ogół dzieci chętnie ich używają. 

Ważna jest też solidna stalówka. Siedmiolatek nie bardzo jeszcze kontroluje siłę nacisku, dlatego pióra dla dzieci mają stalówki mniej wrażliwe na zmianę kąta położenia względem kartki i mocne przyciskanie do papieru. Pióro dla kilkulatka powinno być też lekkie, masywny metalowy korpus odpada. Tu liczy się wygoda małego ucznia, który dopiero uczy się pisania. Nie bez znaczenia jest też system napełniania. Dla dzieci polecam naboje. Zużyty nabój można szybciutko wymienić w czasie lekcji. Zwróć uwagę, czy do danego pióra pasują standardowe naboje, czy też dłuższe (droższe i trudniej dostępne; używa się ich np. do piór Lamy i my.pen Herlitza).

Uwaga! Początek szkoły to zazwyczaj także czas, kiedy już wiadomo, czy dziecko jest prawo- czy leworęczne. Większość piór szkolnych można kupić w wersji do pisania lewą ręką (na opakowaniu przeważnie oznaczone literą L).

Sprawa priorytetowa – badanie

Zawsze proszę o to rodziców dzieci przed przyjściem do szkoły: proszę, przebadajcie dziecku wzrok i słuch.

Banał? O, nie! Zbyt wiele razy doświadczyłam sytuacji, w której dziecko z powodu wady wzroku nie radziło sobie z pisaniem w liniaturze, nie potrafiło poprawnie przepisać wyrazu z podręcznika, zdania z tablicy, nie potrafiło głoskować nawet prostych wyrazów, nie potrafiło nauczyć się czytać, bo miało poważny niedosłuch.

Proszę nie lekceważcie mojej prośby. Przez te kilka miesięcy zanim się okaże, że dziecko uczy się gorzej, przepisuje mniej sprawnie, długo uczy się pamięciowo, a rodzic zorientuje się, że coś tu nie gra… dziecko ponosi porażkę za porażką. Czy wiecie jak ono się czuje? Przecież świetnie sobie zdaje sprawę z tego, że koledzy są lepsi. Zaczyna odczuwać stres, ból brzucha, strach przed pójściem do szkoły. Nie chce się uczyć… bo wie, że i tak będzie źle. Zaczyna kłamać, jest płaczliwe. Przecież nikt z nas nie lubi porażek, tym bardziej gdy w jakąś pracę wkłada się dużo wysiłku i zaangażowania, a efekt jest żałosny.

Wiele niewiadomych przed nami wszystkimi, przygotujmy się na ile to możliwe na każdą ewentualność. Zarówno na nauczanie zdalne, hybrydowe, jak i stacjonarne. Nie czekajmy jednak  biernie i nie bójmy się – do wszystkiego można się przygotować i ze wszystkim oswoić.

Jolanta Bluj

Jolanta Bluj

Wieloletnia nauczycielka dzieci klas młodszych. Poszukiwaczka nowych rozwiązań
edukacyjnych zarówno w IT, jak i w sztuce. Zwolenniczka wykorzystywania metod efektywnego i
aktywnego nauczania.