fbpx
Zdrowie Psychiczne

Bądźmy w kontakcie

Mateusz Nguyen i aktorzy Teatru Maska, zdjęcie ze spektaklu "FeFerdydurke" w reż. Dawida Żakowskiego, fot. Pat Mic

Bycie nastolatkiem we współczesnym świecie nie jest łatwą sprawą. Przestarzały system edukacji, kryzysy tożsamości, trudności ze znalezieniem balansu między światem rzeczywistym a wirtualnym, środowiskowe, ideologiczne, wykluczenia, pandemia, zdalne nauczanie… Wszystko to oddziałuje na zdrowie psychiczne młodych ludzi. Jak możemy im pomóc? Między innymi przez teatr.

Medialne doniesienia nie pozostawiają złudzeń. Rok 2020 okazał się rekordowy, jeśli chodzi o liczbę nastolatków z depresją. Statystyki podają zatrważające dane dotyczące podejmowania prób samobójczych – także wśród dzieci. 

Z drugiej strony doświadczamy (również jako rodzice) niewydolności systemu edukacji, obserwujemy brak zainteresowania rządu wsparciem opieki psychologicznej i psychiatrycznej dla małoletnich. Dowodem tego są liczne artykuły i książki, które ukazują niesprawność tych systemów oraz stojące za nimi ludzkie tragedie. Wiele opowieści brzmi jak żywcem wyjęte z horrorów. To wina nas, dorosłych – niejednokrotnie sami nie radzimy sobie z problemami współczesnego świata. Coś jednak nadal można zrobić, aby młode pokolenia mogły dorastać w środowiskach wsparcia, by umiały patrzeć na świat przez pryzmat empatii, zrozumienia, otwarcia na siebie i innych. Słusznym pomysłem wydają się działania oddolne, które mniej koncentrują się na systemach i pozwalają wspierać dzieci z gmin, z lokalnych środowisk; po prostu tych młodych, żyjących obok nas, potrzebujących często po prostu uwagi, kontaktu. 

Moc pracy teatralnej z młodzieżą

W kwietniu tego roku zostałam zaproszona do współpracy dramaturgicznej z młodzieżą z Sochaczewskiego Centrum Kultury, gdzie od niemal 10 lat reżyser Dawid Żakowski, w ramach Teatru Maska, realizuje program pracy teatralnej z nastolatkami. Przygotowywaliśmy spektakl „FeFerdydurke” na podstawie powieści Witolda Gombrowicza. Z przyjemnością przyglądałam się mocy pracy teatralnej z młodymi ludźmi, znajdującymi się w fazie często trudnego dojrzewania. Oczywiście, zdawałam sobie wcześniej sprawę, że teatr ma siłę uleczania dusz, ale nie miałam wyobrażenia o skali oddziaływania tego typu praktyk na młode psyche, na amatorów. Na moich oczach kompleksy zamieniały się w poczucie własnej wartości, a moc kreacji kipiąca w młodzieży przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Spytałam Mateusza Nguyena, jednego z aktorów Teatru Maska, dlaczego chce uczestniczyć w tych zajęciach oraz co daje mu praca teatralna tego typu. 

Początkowo nie umiałem dostrzec wszystkich korzyści, jakie daje mi ta grupa. Nie miałem świadomości, jak bardzo się w niej rozwijam – zarówno pod względem aktorskim, jak i w osobowości, fizycznie i psychicznie. Potem zacząłem to widzieć i doceniać. Teatr pozwolił mi odblokować różne bariery, otworzył na ludzi, uwrażliwił. W teatrze, dzięki uświadamianiu sobie problemów, jakie dotykają innych, mogę lepiej poznawać siebie. Postaciom, które gram, daję cząstkę mnie. Dzięki temu mogę zobaczyć więcej. To pozwala mi też walczyć z moimi traumami, inaczej widzieć brak akceptacji społecznej, której czasem doświadczam, a także zmienia mój sposób patrzenia na różne trudne sytuacje w moim życiu. 

Na fali tych doświadczeń i jasnych wypowiedzi młodych o tym, jak wiele ważnych i przełomowych przeżyć odnajdują w pracy artystycznej, postanowiłam zgłębić temat kooperacji decydentów i twórców sztuki z miejscami skoncentrowanymi na edukacji czy wsparciu młodzieży. W tym aspekcie wyniki moich poszukiwań nie były odkrywcze. Większość dzieci nie ma aktywnego kontaktu ze sztuką (nie mam na myśli tu lekcji plastyki i muzyki w szkole). A instytucje czy ośrodki dla młodych nie czynią wysiłków, by to zmienić. Tymczasem osoby, które realizują taką pracę, podkreślają jej znaczenie i wartość wypracowywanych metod. Mówi o tym wspomniany już D. Żakowski, reżyser (prezes warszawskiego Stowarzyszenia Sztuka Nowa i Kurator ds. Teatru w Sochaczewskim Centrum Kultury): 

Narzędzia, które proponuję młodzieży w procesie poszukiwawczym i edukacyjnym pochodzą z teatru fizycznego, czyli działań opartych na ekspresji cielesnej; opierają się na technikach tańca współczesnego i nowej choreografii, co mocno wiąże się z poszukiwaniami cielesnej obecności w ogóle i obecności na scenie. Te narzędzia bezpośredniego kontaktu stwarzają możliwość rozwijania myślenia empatycznego, współdziałania, zespołowości, współodpowiedzialności i bezpieczeństwa, polegającego na opiekowaniu się swoją partnerką czy partnerem scenicznym w trakcie pracy zespołowej. Cały proces bardzo oddziałuje na wszystkich jej członków, także na mnie – będąc świadkiem treści generowanych przez młodych i wsłuchując się w nie, mam możliwość obcowania z bardzo świeżą materią. Pozwala to też budować mosty między tradycją a nowoczesnością.

Innym ważnym narzędziem na moich zajęciach jest feedback, czyli informacja zwrotna, jaką każdy wyraża po próbie i po spektaklach. Każdy członek zespołu, bez wyjątku, wypowiada się na temat procesu i tego, co dzieje się w trakcie wykonywania zadań. Dotyczy to zarówno treningów fizycznych, działań improwizacyjnych, jak i dramaturgicznych. Feedback daje realną informację na temat tego, co się dzieje w grupie. Jest też narzędziem do nauki opowiadania o sobie i swojej pracy. Pozwala również kształtować autokreację. Ostatnio odkryłem dodatkowo zagadnienie feedbacku pozytywnego w kontrze do feedbacku negatywnego, czyli poszukiwanie pozytywnych stron naszej pracy, a nie krytykowanie tego, co się wydarza. Cała ta praca daje grupie poczucie bezpieczeństwa, pozwala na swobodne formułowanie myśli itd. Uważam, że wszystkie narzędzia, z których korzystamy podczas zajęć, pozwalają młodym lepiej odnajdywać się w przestrzeni społecznej

Pełna zgoda – myślałam – ale układając wypowiedzi moich rozmówców, analizując temat, wciąż czegoś mi brakowało. Mimo, że z każdym kolejnym spotkaniem, zarówno z młodym, jak i dorosłym, utwierdzałam się w słuszności powiedzenia na głos: w pracy z młodzieżą częściej należy wykorzystywać sztukę! Mimo że łatwo też zobaczyłam swoją rolę w tym świecie. 

Młodzież współpracująca ze Stowarzyszeniem Sztuka Nowa, finał projektu “Podaj Dalej 2020”, fot. Pat Mic

Arteterapia i praca z emocjami

Z mojej perspektywy (dramaturżki) praca teatralna często koncentruje się na badaniu z całym zespołem emocji postaci, na poszukiwaniu powodów określonego zachowania – tych tkwiących w bohaterze, wynikających z wielu składowych jego przeszłości i aktualnej sytuacji, z jego cech osobowości, indywidualnych przeżyć – zarówno tych dobrych, jak i w różny sposób – trudnych. Ważne jest też ustawienie bohatera w relacji do innych postaci i sytuacji, w których go ukazujemy. Ponieważ jest to reprezentacja jakiejś szerszej perspektywy, skupiamy się na badaniu kontekstów także w odniesieniu do innych, zewnętrznych relacji, także hipotetycznych. Inspirujemy się nimi wzajemnie. Poprzez kontakt z żywą materią, jaką jest bohater w teatrze (bohater, w którego trzeba się wcielić; zagrać, czyli niejako odtworzyć go z jego emocjami i bagażem doświadczeń), człowiek ma większą szansę zbliżyć się do zagadnienia emocji, nauczyć się je rozpoznawać, wyrażać, używać ich w komunikacji z innymi. W pracy z młodzieżą są to wspaniałe narzędzia. Potwierdzają to także eksperci. 

Urszula Horwath, dr nauk o zdrowiu psycholog kliniczny i terapeutka, mówi: 

Teatr jest obszarem życia społecznego, w którym arteterapia może być w sposób naturalny wykorzystywana, w szczególności w grupie nastolatków. Zajęcia czy warsztaty teatralne mogą stanowić bezpieczną przestrzeń, w której młody człowiek ma możliwość autentycznego przeżywania różnych problematycznych emocji, relacji czy zachowań w świecie stworzonej fikcji scenicznej. Dzięki temu ma możliwość odreagowania nagromadzonych emocji, zwiększenia wiedzy o sobie oraz akceptacji siebie, rozwoju umiejętności społecznych w zakresie współdziałania oraz wrażliwość na innych

Idee a rzeczywistość

Tymczasem wciąż wiele miejsc czeka na wdrożenie działań twórczych. Monika Królik, młoda krakowska malarka, która odbyła terapię w szpitalu, opowiada o tym, jak bardzo niewiele czasu w trakcie terapii poświęca się pracy artystycznej. 

Była wtedy tylko psychodrama – mówi – bardzo fajna sprawa, choć mieliśmy możliwość wziąć w niej udział tylko raz w tygodniu. W szpitalach pojawiają się też takie działania, jak psychorysunek, kolaż itp. Niestety nie ma tego zbyt wiele. Dla mnie samej najlepszą terapią jest malowanie. Nawet teraz maluję obraz, będący częścią większej serii – to obraz o moich uczuciach, życiu, doświadczeniach. O tym, co czułam jako dziecko, jako nastolatka. Jest to dla mnie forma wyrzucania na zewnątrz tego wszystkiego, co przez lata uzbierałam w środku. I uważam, że działanie przez sztukę zdecydowanie częściej powinno być elementem terapii. W trakcie takiego procesu nie tworzy dorosły, autorem jest zawsze jego wewnętrzne dziecko, a przecież zdrowe i szczęśliwe wewnętrzne dziecko to zdrowy i szczęśliwy dorosły. Sama planuję pójść na arteterapię i w przyszłości sztuką uleczać innych. 

Horwath twierdzi, że artystyczne zajęcia warsztatowe powinny być stałym elementem pracy terapeutycznej w każdej placówce dla młodzieży. Dotyczy to także szkół. Arteterapia jest udowodnioną empirycznie formą oddziaływania terapeutycznego, która może skutecznie wspomagać terapię farmakologiczną zaburzeń psychicznych na wszystkich etapach rozwoju dzieci i młodzieży. Arteterapia może stanowić bardzo cenne wsparcie w procesie diagnozy, leczenia, rehabilitacji psychiatrycznej, jak również w zakresie profilaktyki zaburzeń psychicznych.

Wszystko się zgadzało. Na każdym kroku analizy zdobywałam potwierdzenie tego, że mariaż działań twórczych i pracy z młodzieżą jest opowieścią z serii winwin. Jednak… nic odkrywczego – myślałam. Czego ja tu szukam? Zaczęłam myśleć o sobie w tym procesie. Przypomniałam sobie, jak wiele ta wymiana emocji z uczestnikami naszych spotkań daje obu stronom. Myślałam też wtedy o komunikacji i o tym, jak zadziwiające jest to, że ona jawi się w mojej głowie jako główny temat obserwacji – osobliwa jak Jajko Faberge. 

A przecież praca w materii teatru pozwala się w niej realizować na bardzo wielu płaszczyznach. Jest też niezwykle użyteczna społecznie. Mówi o tym Iwa Ostrowska, producentka Sztuki Nowej, która zajmuje się m.in. organizacją performatywnych inicjatyw z udziałem młodych-wykluczonych: 

Kontekst społeczny powinien być elementem wszystkich działań edukacyjnych i kulturalnych, ponieważ ostatnia dekada pokazała wielką potrzebę kreowania działań na rzecz nierówności, na rzecz osób w różny sposób defaworyzowanych. Aby zrobić użytek z niepewności wynikającej z funkcjonowania w takim świecie, w wielu projektach Sztuki Nowej zaangażowaliśmy się w działania z młodzieżą. Ta młodzież to ci, którzy będą żyć w nadchodzącym świecie i nadawać mu rytm społeczny. To też ci, którzy siłę wykluczenia poznali na własnej skórze. I okazuje się, że teatr jest dla nich jak wirus. Jest przestrzenią rozmowy na wielu trudnych płaszczyznach. Nawet jeśli ci młodzi uczestnicy naszego teatru zawodowo będą zajmować się czymś innym, zdobywają narzędzia do posługiwania się niepowierzchowną analizą świata. A to ważna umiejętność. Działania performatywne, które wspólnie podejmujemy, to też praca z ciałem, a ciało ustawione w różnych społecznych kontekstach zyskuje nowe doświadczenia, daje nowe preteksty do osobistej i społecznej komunikacji. 

Z drugiej jednak strony żyjemy w świecie nowych technologii. Zajmująca się tą problematyką antropolożka, Ada Florentyna Pawlak, zauważa: 

Współczesny uczeń w świecie technologii jest dziś userem, a to oznacza, że jest on poddawany nieustannemu eksperymentowi społecznemu na jego biologii. Ciało jest nie tylko wehikułem przyjemności, oznaką statusu, ale także narzędziem w rękach architektów systemów technologicznych (projektujących gry, media społecznościowe i inne formy aktywności w świecie cyfrowym). Dla młodych jest oczywiste, że ciałocentryczność jest sercem współczesnej kultury, ale brakuje im zrozumienia sensu nawet własnego zwycięstwa w wyścigu na cyfrowe wizerunki. Brakuje też satysfakcji z krótkotrwałych zwycięstw, ponieważ to walka z samym sobą. Lajków, komentarzy, reakcji nieobecnej publiczności codziennie musi być więcej. A w konieczności bycia każdego dnia lepszym brakuje miejsca na bycie i kontakt z świadomością swojej cielesności. A tego ani ciało, ani psyche nie lubią

Monika Królik w swojej pracowni, fot. Artur Kacprzak

Człowiek–człowiek zamiast nauczyciel–uczeń

Znacie uczucie, gdy stworzy się historia tak jasna i nieobciążona żadną wadą, że nie da się w nią wierzyć? Nadal w tym byłam. Wchodziłam coraz głębiej w analizę tego świata. Myślałam o tym, że teatr już z definicji służy zrozumieniu i przepracowywaniu spraw trudnych, oswajaniu ich. Słynne katharsis to uczucie lęku i trwogi – trwogi wynikającej z przeżywania trudnych losów oglądanego bohatera, a lęku – bo przecież istnieje prawdopodobieństwo, że nam może przydarzyć się to samo. Teatr jest też jednak miejscem, w którym nigdy nie jest się samotnym. Nawet monodram w najszczuplejszym wydaniu jest bowiem spotkaniem co najmniej dwóch osób, np. aktora i bohatera. Może dlatego ma moc?

Z letargu niekończących się dywagacji i poczucia wewnętrznego chaosu wyrwała mnie rozmowa z dr Monika Nęcką, pedagożką i wykładowczynią, od lat realizującą się w pracy z osobami niepełnosprawnymi. Spytana o swoje metody pracy, odpowiedziała:

Staram się nie dzielić ludzi na bardziej i mniej pełnosprawnych. Wszyscy potrzebujemy poczucia sprawczości – że coś umiemy, możemy, że nasza praca przynosi efekty. Myślę, że to podejście, które sprawdza się w odniesieniu po prostu do wszystkich – małych, dużych… W pedagogice chodzi o współuczestnictwo równego z równym. O porzucenie pozycji eksperta nawet w stosunku do ludzi, których chcemy czegoś nauczyć. Bardziej wartościowe wydaje się myślenie o uczeniu kogoś jak o spotkaniu, w którym każdy może coś otrzymać, każdy coś może dla siebie wyciągnąć. 

Popieram działania oddolne, bo na zmiany systemowe za dużo rzeczy ma wpływ, na które my go nie mamy. Ale wiem, że są osoby, które chcą zmieniać świat i nie czekają na zmiany odgórne, wskazówki. Są ludzie, którzy chcą pomagać naprawdę. I są to ludzie o różnych kompetencjach, posiadający różne pasje. Dobrze, gdy się spotkają z innymi i wymienią swoją energią, otworzą wzajemnie na siebie i swoje potrzeby. W tradycyjnym modelu edukacji nie lubię podejścia, że nauczyciel ma uczyć tego, co uważa za słuszne. Praca z osobami niepełnosprawnymi i jej efektywność, pokazały mi, że zawsze akcent powinien zostać położony na uczniu. Edukacja powinna rozpoczynać się od rozpoznania jego potrzeb. Dla mnie sama edukacja nie różni się od życia. Spotkanie z uczniem od spotkania z człowiekiem. A lekcja – najlepiej, gdy jest wspólnym odkrywaniem. Mamy już tyle wiedzy, że dobrze, jakbyśmy nauczyli się z niej teraz korzystać w sposób dla siebie wartościowy. Zajmuję się sztuką, a sztuka jest fantastycznym polem do tego, by nie mówić „mam problem”, tylko „widzę problem”. A niezależnie od tego, jak otwarci jesteśmy w komunikacji, o sobie samym każdemu trudno jest mówić. Natomiast szczery i otwarty kontakt z drugim człowiekiem to coś, co wzbogaca każdego. Coraz trudniej funkcjonować nam w rzeczywistości, w której odcinamy się od bycia ze sobą, skupieni na poszerzaniu wiedzy, na zdobywaniu informacji. A według mnie reakcja na informację jest znacznie ciekawsza od samej informacji. Na szczęście ludzie przekonują się, że mogą coś zrobić dla drugiego człowieka i to na wielu różnych polach – na polu uważności, czułości, wzajemnego słuchania się, komunikacji, ale też na polu kulturowym i każdym innym. Tych płaszczyzn do spotkania się mamy tak wiele, jak wielu jest nas. 

Zrobiło mi się trochę wstyd. Ten trop pojawiał się kilka razy, ale dopiero teraz dojrzałam, by go zrozumieć. Chciałam naprawiać świat z pozycji pozytywistycznej pracy u podstaw. „Pójdź, dziecię, ja cię uczyć każę”. Chciałam rozmawiać o komunikacji, kontakcie, przepływie energii i płynących stąd mocy, bez kontaktu ze sobą, bez otwarcia na przyjmowanie. 

Wszystkie wskazane w tym tekście argumenty są ważne, ale najważniejszym jest prawdziwa zmiana postaw, niosąca zmianę relacji z nauczyciel-uczeń na człowiek-człowiek. Wszyscy myślimy podobnie: „Obie strony mają korzyść”, „Obie strony są wygranymi”. Ale to częściej frazes niż rzeczywistość. Najczęściej jedni uczą, inni słuchają. 

Organizowanie życia artystycznego wokół pracy z młodzieżą często nie przynosi efektów. Dzieje się tak, gdy nie idzie za tym pasja spotkania z drugim człowiekiem, a myślenie o własnej sprawczości i nastawienie na konkretny efekt. Takie podejście szybko staje się rutyną, oddala. Inaczej, gdy mamy poczucie, że nie tylko nasze działania są sprawcze, ale też pożyteczne i cenne jako doświadczenie każdej osoby zaangażowanej w proces edukacji (nie tylko artystycznej).

Bądźmy w kontakcie

Śledząc przebieg i efekty swojej pracy teatralnej z młodzieżą, myślałam często, jak bardzo otwierająca i ucząca jest to relacja dla obu stron tego spotkania. Nauczyłam się, że era autokratycznego mistrza, wyposażona w wszechwi(e)dzące oko, w dzisiejszym świecie straciła rację bytu. Wymiana wiedzy i energii przynosi dużo bardziej spektakularne efekty – i te widowiskowe, i te na poziomie indywidualnych przeżyć psychicznych osób biorących udział w projekcie teatralnym. 

Idąc krok dalej, mogłabym powiedzieć, że praktyka teatralna powinna być obowiązkowa dla każdego, ponieważ świadoma praca na analizie treści psychicznych i przetwarzaniu emocji po to, by pobudzić uczucia innych, jest ważnym i głębokim doświadczeniem. Jego najważniejsze cechy to uwrażliwianie i porządkowanie świata wewnętrznego. Czy to nie tego właśnie potrzeba dzieciakom, które często mają za sobą tyle granicznych doświadczeń, że przepracowywanie ich podczas dwudziestominutowej rozmowy ze szkolnym pedagogiem lub na rutynowych zajęciach terapeutycznych jest niewystarczające? 

W swojej pracy staram się łączyć projekty z niepełnosprawnymi, dla niepełnosprawnych i ze studentami edukacji artystycznej – mówi dr Monika Nęcka – ponieważ wszyscy w takim spotkaniu mogą wiele od siebie czerpać. Widzę ogromny sens w tym, by ludzie, którzy naprawdę się na czymś znają, byli współautorami szerszych działań i nie mam tu na myśli wielkich projektów, bo liczą się wszystkie, nawet drobne formy współpracy. Przykładem mogą być książeczki do czytania uczestniczącego, które ostatnio przygotowali moi studenci. A to się wzięło stąd, że poznałam nauczycielkę, pracującą w szkole dla niepełnosprawnych, i okazało się, że ona, nie będąc plastykiem, musi robić takie materiały sama. Skoro jest potrzeba, a my w prosty sposób możemy ją spełnić, wzięliśmy to na siebie. 

System naprawczy, system wsparcia dla młodych w Polsce nie działa i nie rokuje. Oczywiście możemy zrzucać winę na pieniądze. Na ich permanentny brak. Ale przecież są sposoby. Bądźmy pożyteczni. Wystarczy, że teatr instytucjonalny otworzy się na pracę z trudną młodzieżą w ramach setek realizowanych projektów edukacyjnych, na które teatry dostają pieniądze. Wystarczy, że grupa zawodowców utworzy stowarzyszenie poświęcone pracy artystycznej i będzie je realizować. Wystarczy, że znajdzie się sponsor, który ufunduje młodzieży cykl warsztatów. Wystarczy, że człowiek spotka człowieka. Wystarczy, że ktoś coś. Wystarczy, że… 

Oczywiście takie inicjatywy istnieją, ale wciąż jest ich za mało, wciąż nie zaspokajają wielu ważnych potrzeb. Natomiast można się uczyć na ich doświadczeniu. Działajmy dla innych i z innymi, ale nie jako mentorzy, tylko jako ludzie, którzy dotąd nie wymyślili nic lepszego niż kontakt z drugim człowiekiem. Dajmy innym uwagę. Taką zwykłą. Weźmy ją też od nich dla siebie. Nie ratujmy, tylko współdziałajmy. Wtedy – jak mówi Monika Nęcka – nawet ze zwykłego parzenia kawy można wyciągnąć kosmosy – powiązań i inspiracji

Bądźmy w kontakcie.

Patrycja Babicka

Patrycja Babicka

Zawodowo związana ze słowem pisanym – zarówno jeśli chodzi o teksty komercyjne, jak i artystyczne. Tekściarka, dramaturg, promotorka sztuk widowiskowych, copywriterka. Po 20 latach w Krakowie postanowiła spełnić swoje marzenie, porzucić miasto, zamieszkać pod lasem i stamtąd zajmować się pisaniem.