fbpx
Nie przegap Zdrowie Psychiczne

Jak oswajać dziecko z trudnymi sytuacjami?

Fot. Bianca Berndt

Sytuacje trudne, stresowe towarzyszą człowiekowi od dzieciństwa, a potem, wraz z kolejnymi etapami rozwoju i uczestnictwem w życiu społecznym, pojawiają się z różnym natężeniem i w różnych postaciach. Jak oswajać dziecko z przeciwnościami? Czy w ogóle ingerować w te sytuacje? A może zostawić dziecko, by samo sobie poradziło?

Nauka siadania, chodzenia, raczkowania, pierwsze chwytanie przedmiotów – każdy z tych etapów łączy się z wieloma próbami, często nieudanymi. A więc złość, płacz, powtórna próba i kolejna, i jeszcze jedna i… sukces. I następny etap, i kolejne próby, frustracje, awantury, złości. To wszystko jest zupełnie naturalne. W zasadzie to dążenie dziecka do osiągnięcia kolejnych umiejętności, jego upór, często wsparcie bliskich powodują, że maluch osiąga sukces. Zanim zacznie sprawnie chodzić, jak wiele upadków zaliczy? Jak wiele siniaków i stłuczeń? Jednak ostatecznie osiąga cel, do którego uparcie dążył.

Potem żłobek, przedszkole, szkoła, pierwsze smutne wydarzenia: śmierć chomika, choroba psa, może śmierć bliskiej osoby, ciężka choroba w rodzinie, pierwsze doświadczenia związane z niełatwymi relacjami społecznymi, pierwsze bójki i całe mnóstwo różnych niełatwych sytuacji, z którymi tak naprawdę każdy musi kiedyś się zmierzyć. Czy jako rodzice powinniśmy ingerować, a może pozwolić dziecku, by samo sobie radziło?

Myślę, że należy wspomagać, wyjaśniać, wspierać, ale nie ingerować zbyt mocno. Obserwować także zachowanie naszych dzieci, żeby nie „przespać” niepokojących zachowań: agresja słowna, wagary, dziwne przyjaźnie, samookaleczanie (tak dziś częste wśród nastolatków). Wówczas wskazana jest pomoc i ingerencja, jednak subtelna, by nie poranić naszego dziecka. W pozostałych przypadkach należałoby pozwolić dzieciom na to, by nabywały umiejętności radzenia sobie z trudnościami.

Naturalnym wydaje się być, że chcemy chronić swoje dziecko przed całym złem tego świata, przed niesprawiedliwym traktowaniem i każdym smutkiem. Pokłosiem tego jest sytuacja, w której żeby dziecko nie dowiedziało się o śmierci chomika, rodzice kupują podobnie umaszczonego, który zastąpi zmarłe zwierzątko. Nie chcemy narażać dziecka na smutek, żal, płacz. Gdy nasz stary pies odejdzie, rodzice mówią, że zgubił się, licząc na to, że dziecko zapomni. Gdy kot zginie pod kołami samochodu, rodzic prędko zakopuje ciało i przekonuje, że kot poszedł i nie wrócił. Bo po co narażać na smutek dziecko.

Czy to słuszne? Myślę, że nie. Dziecko powinno wiedzieć, że niektóre zwierzęta żyją krótko i dlatego powinniśmy cieszyć się nimi, dbać, by mieszkały w dobrych warunkach. W przypadku śmierci pupila, pochowajmy zwierzątko wspólnie. Jeśli choruje babcia, powinniśmy wspólnie ją odwiedzać, rozmawiać, przynieść kwiaty. Nawet gdy bliska osoba umrze, dziecko powinno być na pogrzebie. Śmierć i choroba są częścią życia, obok życia kroczy śmierć. Nie należy ukrywać przed dzieckiem takich faktów, przecież tak było od wieków i będzie. Ważne jest to, jak dziecku wyjaśnimy śmierć, chorobę, nieszczęście.     

I to jest nasze zadanie. Fantastyczna okazja, by porozmawiać z dzieckiem o wartości życia. Wyjaśnić, że nikt nie żyje wiecznie, że bliscy odchodzą, a ich cząstka zostaje w nas. Powiedzieć, że czasem ludzie długo chorują i cierpią, a czasem umierają nagle, dlatego należy żyć jak najpiękniej i wykorzystywać każdy dzień tak, by niczego nie żałować. Nie marnować czasu na bezmyślne przeglądanie Internetu, filmy, gry komputerowe czy życie w nierealnym świecie. Szkoda czasu, bo może nie mamy go zbyt wiele. Nie należy wychowywać dziecka w „szklanym kloszu”. 

Inną sytuacją, z którą ostatnio coraz częściej się spotykam, jest chęć rozwiązywania za dziecko wszystkich problemów. Zdarza się, że do mojej szkoły przychodzą rodzice, by dochodzić praw swego dziecka. Czasem chodzi o niesprawiedliwie niską ocenę, czasem o sprzeczkę z innym uczniem, a czasem o złe traktowanie przez koleżankę lub kolegę. Czasem w efekcie mamy dwie kłócące się o swoje dzieci mamy i dzieci czekające niecierpliwie na werdykt – czyja właściwie była wina. 

Zawsze jestem zdania, że jeśli czujemy, że naszemu dziecku dzieje się krzywda, widzimy przejawy niesprawiedliwego traktowania lub jakiekolwiek inne problemy, należy sygnalizować to wychowawcy. Ale nie próbujmy rozwiązywać problemów za nasze dzieci. Naszym zadaniem nie jest załatwianie za dziecko wszystkich spraw tylko nauka tego, jak odnaleźć się w różnych sytuacjach, czasem nieprzyjemnych. Jak wyjść z opresji, jak poradzić sobie z prześladowcami w klasie, jak utrzeć nosa podwórkowemu łobuzowi, jak przeprosić za kłamstwo? Tutaj często nie ma gotowej recepty, ale powinniśmy uczyć, że naszym problemom trzeba stawiać czoła, że trzeba ponieść konsekwencje za swoje zachowanie, a czasem również tego, że nie wszyscy w życiu będą nas lubić i nie zawsze będziemy sprawiedliwie traktowani. 

Trudne sytuacje są cały czas obecne i dlatego nie sposób separować od nich dzieci i udawać, że nic się nie stało, albo samemu rozwiązywać problemy za dzieci. 

U młodzieży i dorosłych umiejętności takie jak: współpraca, współdziałanie, unikanie konfliktów, kreatywność, samodzielność, radzenie sobie ze stresem i własnymi emocjami są bardzo oczekiwane oraz istotne w życiu rodzinnym i zawodowym. Wydaje się więc, że tylko trening i nabywanie tych umiejętności mogą nauczyć człowieka radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. To właściwe postawy rodziców, pozwolenie na zderzanie się dziecka z trudnościami, są tarczą i zbroją przed sytuacjami trudnymi. 

Kiedyś mój znajomy powiedział mi, że sytuacje trudne są po to, by je pokonywać. Pozwólmy dzieciom uczyć się pokonywania wszelkich trudności, bądźmy przy tym dla nich wsparciem, ale nie odbierajmy im możliwości samodzielnego postępowania. Nie chcemy w przyszłości mieć dorosłych uciekających przed odpowiedzialnością i wszystkimi trudnymi sytuacjami.

W tym wszystkim pamiętajmy jednak o kilku kwestiach. Nigdy nie ignorujmy problemów dziecka. Nawet jeśli wydają nam się najbardziej błahe, a czasem wymyślone. To, że na nas jakiś problem nie robi wrażenia nie znaczy, że nasze dziecko nie przeżywa tego bardzo mocno. Bądźmy wsparciem nawet w najmniejszych trudnościach. Wysłuchujmy, doradzajmy, traktujmy poważnie. Nigdy nie wyśmiewajmy.

Jeśli napotykamy na jakieś niepokojące sygnały, zauważamy zmiany w zachowaniu dziecka, nie wahajmy się skorzystać z pomocy specjalistów. Możemy zacząć od wychowawcy i spytać, czy zauważył jakieś zmiany lub zastanawiające objawy. Pamiętajmy, że do dyspozycji mamy zawsze pedagogów szkolnych i psychologów. Korzystajmy z ich porad, konsultacji. Nie zwlekajmy z tym.

Jolanta Bluj

Jolanta Bluj

Wieloletnia nauczycielka dzieci klas młodszych. Poszukiwaczka nowych rozwiązań
edukacyjnych zarówno w IT, jak i w sztuce. Zwolenniczka wykorzystywania metod efektywnego i
aktywnego nauczania.

Skip to content